Lody z „iPhone’a”

31 października 2018

W przerwie…

31 października 2018

Sweetly

31 października 2018

W połowie września w Wolbromiu, niespełna 9-tysięcznym mieście na północno-zachodnich krańcach województwa małopolskiego otwarta została cukiernia Sweetly. Lokal, który wystrojem wnętrza i słodką ofertą przypomina miejsca do tej pory spotykane tylko w wielkich miastach. O początkach w słodkim biznesie, pomysłach na ciekawe rozwiązania i nowych wyzwaniach rozmawiamy z Kamilą Pasternak, właścicielką Sweetly.

− Skąd pomysł by w niewielkiej miejscowości otworzyć nowoczesną cukiernię?

− Niedawno skończyłam studia – ekonomię na Uniwersytecie Ekonomicznym. Kiedy zaczęłam się zastanawiać co będę robić po skończeniu nauki, pomyślałam o połączeniu pracy z pasją. Odkąd pamiętam siedziałam w kuchni, pomagałam babci i mamie. Z czasem to cukiernictwo stało się moją pasją. Uznałam, że to dobry kierunek na rozwój własnej przyszłości.

– Pani cukiernia nie wpisuje się jednak w stereotyp lokali w małych miejscowościach. Zarówno wystrój wnętrza jak i zawartość witryn kojarzą się z lokalami w dużych miastach.

− Rzeczywiście, trochę się tego obawialiśmy. W okolicy nie ma podobnej cukierni. W niewielkich miejscowościach dominuje tradycyjne cukiernictwo. Klient oczekuje raczej szarlotki czy sernika niż porcji monodeseru. Dlatego w Sweetly łączymy te dwa światy. Szanując oczekiwania klientów staramy się pokazać im inne oblicze cukiernictwa. Zachęcić po sięgnięcie po coś nowego, może mniej znanego. Jestem przekonana, że jak zobaczą i spróbują, to się przekonają i z przyjemnością będą powracać.

− Skąd więc inspiracja?

− W Krakowie, na Kazimierzu jest Galeria Tortow Artystycznych. Ogromnie lubię to miejsce. Tam każdy torcik i deser to małe dzieło sztuki. Dopracowane w każdym szczególe. Tam zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem. Chcę by w mojej cukierni było podobnie.

− Klient zanim sięgnie po pani desery zwróci najpierw uwagę na oryginalne wnętrze. Jeszcze z ulicy uwagę przyciąga witryna na lody.

− Lody eksponujemy w witrynie INSU. Rzeczywiście znakomicie się prezentuje i zaskakuje klientów. Podchodzą, pytają co to takiego. Podpowiedzią są opisy lodów, ale te dostrzec można dopiero z bliska. Szczególnie po zmroku podświetlona witryna przyciąga uwagę także poza lokalem, widoczna jest z daleka. Urządzenie świetnie się sprawdza także od strony sprzedaży. Jest łatwe i wygodne w obsłudze. Nie mieszają się smaki i zapachy, nie mamy problemów z owadami, które pojawiają się przy innych rozwiązaniach.

− W środku, dodatkowym zaskoczeniem, jest umieszczona obok stolików witryna jubilerska.

− Kiedy planowaliśmy wprowadzenie monodeserów pomyślałam sobie, że dobrze by było, by klient mógł je obejrzeć z każdej strony. Te dopieszczone w najdrobniejszym elemencie dzieła zasługują na to, by je atrakcyjnie wyeksponować. Stąd pomysł na taką witrynę, która umożliwia łatwy dostęp, a równocześnie w pełni prezentuje produkt.

− Jak reagują klienci?

− Bardzo pozytywnie. Są mile zaskoczeni. Najczęściej podchodzą bezpośrednio do lady, przy której są obsługiwani. Wtedy jednak informujemy, że w ofercie mamy też monoporcje, które mogą zobaczyć w witrynie tuż obok. W ten sposób podkreślamy wyjątkowość tej oferty. Decydując się na takie rozwiązanie chciałam nawiązać do koncepcji salonu jubilerskiego, połączyć go z cukiernią. By tak jak u jubilera, klient mógł z jak najbliższej odległości przyjrzeć się i ocenić ofertę, w naszym przypadku słodki wyrób.

− Charakteru lokalowi nadaje dominujący w nim róż.

− Wielu moich znajomych mówi mi, że kojarzę im się z różowym kolorem. Bardzo go lubię. Marzył mi się lokal właśnie w takich barwach. Chciałam by to miejsce było inne. Róż jest na ścianach, ale przełamują go dodatkowe kolory – niebieskie fotele, trochę bieli, złote lampy dostarczone przez LAKO. Myślę, że udało się stworzyć przyjemne wnętrze. To zasługa jego projektantki – Moniki Grojec. Przegadałyśmy wiele godzin, a Monika moje wyobrażenia bardzo fajnie wcieliła w życie (śmiech).

− Intryguje nas jeszcze nazwa – Sweetly…

− Długo nad nią myślałam. Miałam mnóstwo pomysłów, zapisywałam je na karteczkach. Chciałam by była krótka, wpadająca w ucho i zapadająca w pamięć. Kiedyś rzuciłam znajomym słówko „sweetly”, a oni je podchwycili, zapamiętali. Sami zaczęli je używać pytając o przygotowania, plany. Przyjęła się, stała naturalna i o to chodziło. Myślę, że jest trafiona.

− Rozmawiamy w zaledwie miesiąc po otwarciu lokalu. Coś już Panią zaskoczyło?

− Mnóstwo rzeczy! Przede wszystkim dużo ciężkiej pracy. Nie spodziewałam się, że będzie jej tak wiele. Cukiernia otwarta jest 7 dni w tygodniu, od rana do wieczora. Ma być lokalem z ofertą na różne pory dnia. Od bajgli i kawy na śniadanie, przez ciasta i desery, po lampkę prosecco wieczorem. Nie brakuje więc codziennych stresów. Ale też czuję jak się docieramy, stajemy zespołem, to fantastyczne uczucie. Na produkcji pracują trzy cukierniczki, trzy dziewczyny przy sprzedaży. Raz w tygodniu mamy spotkania, na których planujemy, omawiamy produkty, zastanawiamy nad nowymi smakami. Wszystkie nasze wyroby powstają na miejscu, to nasza autorska produkcja. Wielu klientów jest tym zaskoczonych. Sądzili, że to tylko miejsce sprzedaży. Mam świadomość, jak ważne jest doskonalenie umiejętności. Mamy zaplanowany udział w szkoleniach, chcemy by nasze desery były dopracowane w każdym elemencie, najlepsze z możliwych.

− Jakie ma Pani plany na przyszłość?

− Przede wszystkim chciałabym by klienci do nas wracali. By polubili to miejsce i nasze desery. Cieszę się, gdy rozpoznaję te same twarze. Zależy nam na stałych klientach, dla których to będzie ich cukiernia. A z czasem marzą mi się dodatkowe punkty Sweetly… Może w Krakowie? Na razie koncentruję się na tym jednym.

− Życzymy powodzenia i trzymamy kciuki.

Monika Grojec, architekt, projektantka Cukierni Sweetly: Dla mojej pracowni Kwadrat Design Studio, Cukiernia Sweetly to miejsce, w którym czas na chwilę się zatrzymuje, a my możemy znowu poczuć się dziećmi. Wnętrze lokalu wypełniają liczne ciasta, tarty i muffiny – małe dzieła sztuki, które były główną inspiracją w tworzeniu wnętrza. Bo to z myślą o nich powstał lokal. Koncepcja projektu zakładała pójście w niebanalne materiały i produkty najwyższej jakości. Welurowe, tapicerowane ściany nadały wnętrzu ciepła i przytulności, a elementy powtarzającej się jodełki tworzą spójną całość z nietuzinkową podłogą. Dodatki złota w formie nóg stolików i krzeseł, a także wiszących Ringów dodają całości sznytu i stanowią mocne dopełnienie całości projektu. Wystrój w swoich założeniach miał być więc wyjątkowo „słodki” ale nie przesłodzony i chyba nam się udało… Dlatego wszystkich, którzy potrzebują chwili dla siebie w towarzystwie wyśmienitej kawy i czegoś pysznego zapraszamy bardzo słodko!

Rozmawiał: Grzegorz Olma, W Piekarni, W Cukierni.

Zostaw komentarz